„Chcę być taka jak Ty” – o sklejeniu się z cudzą wielkością

Są takie spotkania, po których człowiek wychodzi z gabinetu, sali szkoleniowej albo z internetu z bardzo wyraźnym uczuciem: „ja też chcę tak umieć, tak mówić, tak żyć”.

Na początku to jest czysta inspiracja. Ktoś mówi w taki sposób, że nagle robi się w środku jaśniej. Ktoś ubiera w słowa rzeczy, które od dawna wisiały w powietrzu, ale nie miały jeszcze kształtu. Ktoś wydaje się spokojny, mądry, „jakoś bardziej dorosły”. Albo po prostu bezpieczny.

I wtedy w środku odzywa się mały głos:

-„chcę być taki jak Ty”.

To jest bardzo ludzkie. Kiedy długo brakuje w naszym życiu kogoś, kto byłby oparciem, naturalne jest, że chwytamy się tych, którzy wyglądają, jakby „wiedzieli, jak się żyje”. To może być terapeuta, nauczyciel, influencerka, szef, partner, duchowy przewodnik. Albo ktoś z bliskich, kto wydaje się mieć „poukładane” to, z czym my mamy chaos.

Problem zaczyna się tam, gdzie inspiracja zamienia się w sklejenie.

Z zewnątrz niewiele to widać. Po prostu zaczynasz mówić „my” częściej niż „ja”. Zauważasz, że przejmujesz czyjeś słowa, sposób myślenia, tempo mówienia. Zaczynasz się zastanawiać: „co on/ona by zrobił(a) na moim miejscu?”. Decyzje, które miały być Twoje, powoli przesuwają się w stronę pytania: „czy to jest zgodne z tym, co X uważa za słuszne?”.

W głębi to może wyglądać tak, jakbyś miała w środku dwa obrazy: własny – niepewny, nieukończony, pełen wstydu i pytań – oraz ten drugi, błyszczący, stanowczy, „ogarnięty”. Łatwo zgadnąć, który wydaje się lepszy do noszenia.

Sklejenie jest sprytną strategią. Jeśli w dzieciństwie nie było przestrzeni na bezpieczną odrębność, na eksperymentowanie, na „nie wiem, kim jestem, ale spróbuję”, to w dorosłości bardzo kusi, żeby po prostu pożyczyć sobie czyjąś tożsamość. Przez chwilę jest to nawet ulga. Zamiast stawać wobec swojego zagubienia, można wtopić się w kogoś, kto wydaje się pewny, dobry, mądry, niezachwiany.

TSR-owa część mnie nie ocenia tego jako „niedojrzałość”. Widzi w tym próbę poradzenia sobie z dawnym głodem: głodem przewodnika, wzoru, kogoś, kto powie: „chodź za mną, będzie dobrze”. Tak często w historiach, które słyszę, wcześniej nie było nikogo takiego. Była raczej samotność, chaos, albo dorośli, którzy sami się sklejali z kimś lub czymś, bo nie mieli własnego „ja”.

Sklejenie ma jednak swój moment, w którym zaczyna boleć. Najczęściej wtedy, gdy życie przypomina, że nie jesteście jedną osobą. Że masz inne tempo, inne ciało, inne możliwości. Że nie potrafisz tak szybko, tak jasno, tak stanowczo. Że nie jesteś tym drugim człowiekiem, choć naprawdę bardzo się starasz.

Pojawia się wtedy dziwne rozdarcie. Z jednej strony podziw i lojalność wobec osoby, z którą się skleiłaś. Z drugiej – wściekłość, że nie dorastasz do własnej fantazji „będę taka jak ona”. Do tego dochodzi wstyd: „jak mogłam się aż tak zatracić, jak mogłam tak oddać siebie?”.

Bywa, że ta historia kończy się gwałtownym odklejeniem: brutalnym odcięciem, dewaluacją, zniszczeniem relacji. Łatwiej powiedzieć „on/ona jest zły/a, toksyczny/a, manipulował(a) mną”, niż zatrzymać się przy tej trudnej prawdzie: „ja bardzo potrzebowałam się do kogoś przykleić, bo nie miałam na czym oprzeć własnego poczucia siebie”.

Nie mówię, że nie ma nadużyć. Są. Czasem naprawdę trafiamy na kogoś, kto lubi, kiedy inni się z nim stapiają, bo to karmi jego własne dziury. Ale oprócz tego, co „na zewnątrz”, jest też zawsze pytanie: co we mnie sprawia, że tam, gdzie mogłabym się uczyć przy kimś, wybieram bycie „jego przedłużeniem”?

TSR nie szuka winnego. Szuka ruchu. Kiedy pracuję z kimś, kto czuje, że zgubił siebie w podziwie do kogoś innego, nie pytam najpierw „dlaczego dała się Pani tak wciągnąć?”. Pytam: w jakich chwilach czuje Pani, że jest Pani sobą, a nie wersją tamtej osoby? Z kim, w jakich sytuacjach, w jakich drobnych wyborach, to „ja” choć na chwilę wychodzi zza „my”?

Czasem to są mikroskopijne sceny. Że w towarzystwie X mówisz jego językiem, ale przy starej przyjaciółce wraca Twój własny, trochę bardziej nieporadny, za to prawdziwy. Że w pracy powtarzasz „jak to my w naszej branży uważamy…”, ale w domu przyznajesz w końcu przed sobą, że tak naprawdę myślisz trochę inaczej.

To są momenty, które TSR bardzo lubi. One pokazują, że nawet w największym sklejeniu jakaś część Ciebie nadal istnieje. Nie zniknęła. Może jest wyciszona, może wystraszona, może przekonana, że jest „gorsza” od tej pożyczonej. Ale jest.

Kiedy ktoś jest gotów, pytam dalej: jak poznasz, że robisz coś „po swojemu”, a nie z rozpędu, „bo X tak robi”? Jak czuje się Twoje ciało, gdy jesteś przy kimś, kto naprawdę widzi Ciebie, a nie tylko Twoje podobieństwo do kogoś? Co się zmienia w Twoim oddechu, w tonie głosu, w sposobie siedzenia, kiedy po raz pierwszy od dawna nie musisz być nikogo kopią?

Nie oczekuję, że to będzie od razu wielka rewolucja. Czasem pierwszy krok w stronę odklejenia jest malutki i prawie niewidoczny na zewnątrz. Na przykład taki: pozwalam sobie pomyśleć „lubię tę osobę, wiele mi dała, ale nie chcę już budować swojej tożsamości na byciu jej cieniem”. Albo: „mogę być uczniem, bez bycia klonem”.

Mam wrażenie, że dojrzewanie w ogóle polega na tym, że zgadzamy się na to, że nie będziemy „tacy jak ktoś”. Że zamiast idealnej, gładkiej tożsamości mamy swoją – trochę popękaną, pełną sprzeczności, czasem śmieszną, czasem niewygodną. Że odkrywamy, że naprawdę nie da się ominąć etapu bycia „niedokończonym sobą”, nawet jeśli bardzo kuszące jest bycie czyjąś gotową wersją.

Jeśli czytając to czujesz w środku takie: „to trochę o mnie” – możesz mieć w sobie pokusę, żeby od razu coś z tym zrobić. Odciąć się, napisać wiadomość, zerwać, zmienić całe otoczenie. Czasem to potrzebne. Ale bardzo często pierwszym ruchem w stronę siebie nie jest ruch na zewnątrz, tylko bardzo cichy ruch do środka: zauważenie, że jestem tu ja. Nie tylko jako czyjś uczeń, klient, partner, obserwator, fan.

Może na dziś wystarczy jedno pytanie:

-Gdybym na chwilę przestała sprawdzać, czy „pasuję” do czyjejś wizji, to co w moim życiu, wyborach, gustach, tempie, naprawdę jest moje?

Nie musisz tego od razu zapisywać, ani nikomu pokazywać. Możesz pozwolić tej odpowiedzi dojrzewać gdzieś w środku, powoli, w swoim tempie.

Znajdź mnie